kopyr – pogromca mitów

Tym razem najświeższy z zamieszczonych na browar.biz felietonów. Lekki i z przymrużeniem oka.

Miejska legenda, po angielsku urban legend to z pozoru prawdopodobna informacja, która jest rozpowszechniana w Internecie, bądź w kręgach towarzyskich, budząc wielkie emocje u odbiorców. Myślicie, że piwo jest od nich wolne. Bynajmniej. Postaram się zmierzyć z kilkoma najbardziej rozpowszechnionymi.

Zupa chmielowa

Bardzo rozpowszechnionym jest przekonanie, że piwo produkuje się z chmielu. Wyrazem tego są określenia typu: „zupa chmielowa”, „chmiel w płynie”. Tymczasem chmiel dla piwa jest tym czym pieprz, lub co najwyżej marchew, dla rosołu. Podstawowym surowcem, oprócz wody, do wyrobu piwa jest słód. Zwykle jęczmienny, ale również pszeniczny lub żytni. Chmiel jest przyprawą, dodaje się go w małej ilości ok. 0.1-0,5kg na 100 litrów piwa. Podczas gdy słodu trzeba zużyć około 15kg. A nikt przecież nie nazwałby rosołu zupą z włoszczyzny.

Do mocnych piw dodaje się spirytus

Kolejny mit. A wziął się on prawdopodobnie stąd, że pijąc niektóre, zwłaszcza mocne piwa wyraźnie można wyczuć posmak spirytusu. Stąd krótka droga do oskarżenia browarów o dolewanie tegoż do swoich piw. Teoria ta ma swoje źródło w tym, że używając surowców niesłodowych, takich jak np. cukier możemy oczekiwać w bukiecie piwa aromatów spirytusowych, etanolowych, bimbrowych. Nutę tę można wyczuć szczególnie w mocnych piwach i to zarówno z browarów małych jak i olbrzymich. Stąd już bardzo blisko, do stwierdzenia, że browary dolewają do piwa spirytusu. Mit ten można bardzo łatwo obalić. Po pierwsze to się nie opłaca, po drugie gdyby browary dodawały do swoich piw spirytus, to podlegałyby innym przepisom akcyzowym.  Dodawanie spirytusu podpada pod produkcję nalewek. Wobec czego na kapslu musiałby widnieć banderola, tak jak np. na niskoalkoholowych drinkach np. Bacardi Breezer.

„Zawiera słód jęczmienny”

Inna legenda mówi, że jeśli na etykiecie lub puszce jest napisane Skład: woda, słód, chmiel to jest to piwo wykonane ze słodu i chmielu, ale jeśli jest napisane zawiera słód jęczmienny to znaczy, że w piwie nie ma chmielu, za to jest chemia, konserwanty, barwniki, spirytus i generalnie jest to piwo oszukane. Tymczasem polskie prawo wymaga od producenta piwa umieszczenia jedynie informacji o surowcach, które mogą wywoływać alergię. Choć, w tym akurat micie może być ziarno prawdy. Jeśli bowiem decydujemy się na wersję wymieniania całego składu surowcowego, to trzeba też wymienić np. kukurydzę, surowce niesłodowe, itd. A tego na pewno niektórzy, powołujący się na wielowiekowe receptury; smak, który się nie zmienia, itd. woleliby uniknąć. Co ciekawe mit ten jest powiązany, z kolejnym. Otóż niektórzy twierdzą, że w piwach, na których opakowaniu napisano zawiera słód jęczmienny nie użyto chmielu, lecz żółci zwierzęcej.

Wielkie koncerny zamiast chmielu do piwa dodają byczej żółci

Jeden z najbardziej barwnych miejskich mitów. Wziął się on najprawdopodobniej stąd, że wielkie browary zamiast chmielu w szyszkach, czy w granulacie używają płynnego ekstraktu chmielowego. Jest to dla nich wygodniejsze. Taki stężony ekstrakt chmielowy zajmuje mniej miejsca, jest łatwiejszy do dozowania, nie zanieczyszcza brzeczki chmielinami. Sam ekstrakt chmielowy ma postać zółto-zielonkawego płynu, o bardzo wysokiej goryczce. Pracownicy browaru, nie pracujący bezpośrednio przy produkcji, lub Ci bez teoretycznego wykształcenia, mogli wysnuć taką teorię, że oto zamiast chmielu dodaje się do piwa zwierzęcej żółci i tą sensacją dzielili się ze swoimi znajomymi. Rzecz rozbija się o dwa fakty. Po pierwsze jest kompletnie nieopłacalna. Zarzynanie wołów, bo w legendzie to właśnie bycza żółć występuje, czy choćby pozyskiwanie żółci z rzeźni z pewnością jest droższe niż zakup ekstraktu chmielowego. Po drugie, tego typu praktyki na pewno wyszłyby na światło dzienne za sprawą wegetarian, dla których takie piwo nie byłoby wege oraz obrońców zwierząt, którzy protestowaliby przeciw, bezmyślnemu zabijaniu byków, w celu pozyskania ich żółci.

W barach notorycznie chrzci się piwo wodą

Powszechne jest przekonanie, że w barach, pubach i restauracjach rozcieńcza się piwo wodą. Restauratorzy mieliby to czynić albo na zapleczu dolewając wody do kegów, albo pod barem, poprzez system skomplikowanych rurek, które mieszałyby piwo z wodą podczas wyszynku. Pierwszy sposób jest kompletnie nieopłacalny, bowiem nie jest prosto otworzyć taki keg. Poza tym co zrobić z piwem. Przecież aby dolać wody trzeba by wpierw opróżnić częściowo beczkę. No ale jak opróżnić? Przelewając piwo do wiadra? Takie piwo nam się odgazuje i nie uzyskamy żadnych oszczędności. Sposób drugi jest również nierealny. Instalacja do wyszynku piwa jest systematycznie czyszczona przez pracownika browaru, którego piwo serwujemy. Łatwo zauważyłby on, że dana instalacja jest „niestandardowa”. A nie ma on żadnego interesu w kryciu właściciela pubu. Generalnie sporo z tym zachodu. O wiele prościej podpiąć pod nalewak ze snobistyczną marką, beczkę z tańszym piwem. I oto zamiast Żywca polewamy Warkę, a klient płaci jak za Żywca. Niestety mit ten jest bardzo brzemienny w skutki. Jesteśmy krajem z jednym z najniższych udziałów piwa sprzedawanego w beczkach. Podczas gdy w Czechach czy Wielkiej Brytanii ponad połowa sprzedanego piwa przypada na beczkę, w Polsce jest to żałosne kilka % sprzedaży. Triumfy święci za to puszka i to pomimo dość rozpowszechnionego mitu, mówiącego, że…

Piwo z puszki jest gorsze niż z butelki, bo smakuje metalicznie.

No i już na pierwszy rzut oka można się spodziewać, że tego mitu nie obalę. Tylko pozornie. Oczywiście jestem zwolennikiem tezy, że nie ma to jak szkło i to najlepiej brązowe, ale kluczowa jest druga część zdania. Większość przeciwników puszki dałaby się pokroić za to, że pijąc piwo puszkowe czują metaliczny posmak w ustach. I oczywiście to się zdarza, ale winna nie jest puszka, ale uszkodzona powierzchnia kotła warzelnego, kadzi fermentacyjnej lub tanka leżakowego w browarze, względnie woda ze zbyt wysoką zawartością żelaza. Puszka jest aluminiowa, więc po pierwsze nie będzie dawała posmaków żelazistych w piwie, po drugie pokryta jest specjalnym lakierem, który ma chronić piwo przed bezpośrednim kontaktem ze ścianką puszki. Jeśli w danym browarze mają problem z tą właśnie wadą, to metalicznie smakować będą zarówno piwa puszkowe jak i butelkowe.

Zielone szkło butelki zwiększa nachmielenie piwa

Skoro przy butelkach jesteśmy, to wielu fanów piw z segmentu premium takich jak Heineken, Carlsberg, Grolsch, Becks czy Lech uważa, że zielone szkło sprzyja uwydatnieniu aromatu chmielu i zwiększeniu goryczki. Tymczasem jest wręcz odwrotnie. Zielona butelka w większym stopniu niż brązowa przepuszcza światło. Z kolei światło słoneczne niekorzystnie wpływa na związki izoalfakwasów, które znajdują się w piwie za sprawą chmielu. Powstaje wtedy związek o nazwie izopentenylomerkaptan, którego woń określa się w literaturze jako zapach skunksa. Podobno bardzo przypomina wydzielany przez to zwierzę smród. Jest to ewidentna wada piwa, jednak konsumenci zaczęli kojarzyć ten aromat z drogimi i szpanerskimi markami piw w zielonych butelkach. Stał się on dla nich wyznacznikiem „jakości”, bo okazało się, że Lech pachnie tak samo „fajnie” jak Heineken. Co ciekawe w koncernach jednak uważa się to za wadę, dlatego Heineken, gdy był rozlewany jeszcze do butelek zwrotnych, w transporterach był przykryty tekturą z wyciętymi otworami na szyjki butelek. Ta osłona miała chronić właśnie przed tzw. uderzeniem światłem (z ang. struck light). Jest jednak ziarno prawdy w tym micie. Otóż producenci, kiedy zorientowali się, że jest to tak pożądana cecha przez konsumentów, postanowili specjalnie mocniej chmielić swoje zielonobutelkowe piwa, aby miały one jeszcze więcej aromatu skunksowego. Występuje więc korelacja, ale nie związek przyczynowo-skutkowy.

Od piwa rośnie brzuch

Ten mit też zatoczył szerokie kręgi. Wiążą się z nim takie określenia jak „mięsień piwny” czy niemiecki Bierbauch. Mógłbym tu zacząć przerzucać się zawartością kcal w 100ml piwa, w odniesieniu do mleka czy coca-coli, ale nie ma takiej potrzeby. Otóż Ci, którzy formułują takie tezy wychodzą z gruntu błędnego założenia, gdyż brzuch nie jest od piwa, ale na piwo. :)

PS: ciąg dalszy nastąpił tutaj.

Informacje kopyr
piwosz, piwowar domowy, krytyk piwny, autor piwnego bloga browar kopyra, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Piwowarów Domowych, certyfikowany sędzia piwny PSPD,

47 Responses to kopyr – pogromca mitów

  1. bimbelt pisze:

    Bardzo fajny artykuł. Z większością się zgodzę, oprócz tej puszki. Ja wyraźnie wyczuwam inny smak piwa puszkowego, w porównaniu do piwa butelkowego. Ciężko uwierzyć w to, że piwo puszkowe zostało akurat uwarzone w innej, gorszej kadzi. Przyczyna musi być inna. Może to wina kiepskiej technologii puszkowania?

  2. kopyr pisze:

    Ale kiedy wyczuwasz, jak pijesz bezpośrednio z puszki, czy po przelaniu do szklanki?

    Teoretycznie piwo z butelki i puszki może się różnić, bo to pierwsze o ile dobrze kojarzę zwykle pasteryzowane jest w butelkach, natomiast puszkowe pasteryzuje się w przepływie, aczkolwiek na pewno nie powoduje to posmaku metalicznego.

  3. Fioletowa pisze:

    Kilka ciekawostek wartych poczytania przy złotym napitku
    Tym razem przy piwie nie przy kawie czytam… nie wiem czy kawa mi zdradę wybaczy, ale trudno
    A piwo z puszki przelewam do szkła, bo jakos nie smakuje mi bezpośrednio
    Za to butelka to sama rozkosz w dłoni, a piwo z niej w ustach i zołądku

  4. Chrzciny pisze:

    Chciałbym odnieść się do mitu o chrzczeniu piwa.

    Rzeczywiście jest rozwadnia się piwa w knajpie. Stosuje się znacznie gorszy proceder – puby itp kupują u producenta różne klasy jakości tego samego piwa.

    I tak do 20:00 leje się z jednego kranika gat. I, a jak już wszyscy są podchmieleni przechodzi się na gat. II.

    Nie wszystkie browary tak robą, ale wielkie koncerniaki tak (najgorsze doświadczenie mam z lechem).

    • kopyr pisze:

      Pomysł, że KP produkuje dwie lub więcej wersji Lecha jest z gatunku “urban legends” właśnie. Tak naprawdę różnice w kosztach produkcji Tyskiego, Lecha czy np. Pilsnera Urquella są pomijalnie małe. Różnica w cenie tych piw wynika z pozycjonowania cenowego. To piwo jest dla ogółu, drugie dla młodzieży, a trzecie dla snobów. Nie ma więc uzasadnienia produkowanie przez koncern różnych wersji tego samego piwa. Podstawowy problem polega bowiem na tym, że w takie praktyki musiałoby być wtajemniczonych zbyt wiele osób. Trzeba by przecież poinformować obsługę, że najpierw ma lać piwo lepsze, a później gorsze. Gdyby takie zalecenia były gdzieś sformułowane na piśmie, to na pewno ktoś by poleciał z tym do mediów i zaraz by szlaban ustawili przed barem i afera na 103 fajerki.
      O wiele częstszym procederem jest kupowanie przez właściciela knajpy tańszego piwa (często z małego browaru) i sprzedawanie pod marką reklamowaną w TV. Proceder ten jest wbrew woli koncernów i na ich szkodę. Niektóre małe browary wręcz wyspecjalizowały się w takiej działalności, nawet używają koncernowych beczek. Zresztą to nie jest tylko polska specyfika, kilka dni temu czytałem artykuł, że w Amsterdamie co 2 Heineken sprzedawany w lokalu, nie jest tak naprawdę Heinekenem. Co zresztą tłumaczyłoby te opinie, że oryginalny Heniek jest lepszy niż ten polski. ;)

      To o czym pisałem wyżej i w tekście jest “chrzczeniem” na korzyść właściciela, natomiast jest jeszcze sposób na chrzczenie piwa przez barmana, na szkodę właściciela. Otóż do szklanki nalewa się powiedzmy 50-100ml wody, szklanki sobie czekają, kiedy klient zamawia piwo, barman bierze do ręki szkło umiejętnie zasłaniając dno szklanki z nalaną wodą. Dolewa piwa. Zależnie ile wody doleje co 5. lub co 10. piwo ma gratis i nie nabija go na kasę, a pieniądze idą do jego kieszeni. Oczywiście w tym momencie oszukuje i klienta i właściciela lokalu.

  5. bimbelt pisze:

    Piwo zawsze pije z kufla/pokala i mimo to wyczuwam inny smak. Moze to sila sugestii? Nie, chyba nie. Moze to rzeczywiscie ta pasteryzacja.

  6. Fioletowa pisze:

    Jak ja dawno nie słyszałam słowa POKAL
    Ponad rok będzie jak odeszlam z pracy , w której tym słowem raczył mnie kolega z Kołobrzegu

  7. faba pisze:

    Z tym brzuchem się nie zgodze. Do piw pasteryzowanych jest dodawany przeciwutleniacz który źle działa na trzustkę. Złe trawienie= otyłość i nie od samego piwa tylko dodatków chemicznych.

    • kopyr pisze:

      Przecież ten przeciwutleniacz to E-300 kwas askorbinowy, czyli po prostu witamina C. Jakoś nigdy nie słyszałem, żeby witamina C uszkadzała trzustkę.

      • Tomasz Kętrzyński pisze:

        O piwie wiesz naprawde dużo ale o tyciu niewiele, nie tyje się od kalorii więc wyciaganie takiej czy innej ilości kalorii z piwa nic tu nie wnosi.
        Od piwa brzuch rosnie koniec i kropka. Popatrz na niemców czechów i starych irlandczyków :)
        Dzieje się tak za sprawa wysokiego indeksu glikemicznego piwa, te mocniejsze – w domysle bardziej słodkie mają indeks glikemiczny 110 !!!- mnóstwo maltozy- SZOK. A cukier 70 !!!
        Najmniej tuczące będzie piwo typu pilzneńskiego.
        Ponadto alkohole o ilości około 5 % wzmagaja apetyt, mając cukier tuczą, dosrczenie do organizmu produktu o takim wysokim IG powoduje wydzielenie wodospadu insuliny, która upycha tłuszcz w kommórkach tłuszczowych i daje sygnał że to zapas nie do strawienia.
        Więc mamy mnóstwo kalorii, nasz oragazniazm uznając je za zapas ich nie chce strawić, żołądek mamy rozciągiety więc po szybkim opróznieniu poczujemy potworny weglowaodanowy głód, który zaspokoimy w błogosci tyjąc :)
        I mamy BRZUCHOL :)
        Oczywisćie nie po jednym piwku, Panooowie bez przesady :)

      • kopyr pisze:

        Znam metodę Montigniaca, nawet usiłuję ją stosować, także nie jest to dla mnie czarna magia. Jest jedno “ale” – Montignac się myli co do tej maltozy. Maltoza to jest cukier bardzo dobrze fermentowany przez drożdże. W piwie po fermentacji nie ma prawa być maltozy, no chyba że fermentacja została sztucznie przerwana – tak się robi np. w przypadku Karmi i tam tej maltozy będziesz miał od groma. Jednak nie w tym rzecz…

        Rzecz w tym, że kilka osób nie może zrozumieć, że ostatnie moje obalenie mitu to jest taki bon motbrzuch nie jest od piwa, tylko na piwo. Ja nie polemizuję z tym, czy od piwa rośnie brzuch czy nie rośnie. Z piwem jest ten problem, że na jedno posiedzenie można wypić 2-3 litry, a jak jakaś grubsza impra to i więcej. Nikt normalny nie wypija w ciągu imprezy 2-3l soku albo mleka. Więc problemem nie jest piwo jako takie (a to sugeruje Montignac), a nieumiarkowanie w jego spożywaniu. Jeszcze łopatologicznie wyjaśnię – chodzi mi o to, że brzuch dla prawdziwego piwosza, to nie jest problem, a ewolucyjne dostosowanie. ;) I proszę mi tu nie pisać, że otyłość brzuszna jest najgorszym typem otyłości, bo to wszystko doskonale wiem.

  8. Pingback: Piwolog » Blog Archive » Bosmany trzy – test prawie ślepy

  9. funky pisze:

    Kopyr mi wyjaśnił wszystkie trapiące mnie tu kwetie na czele z zawartością słodu jęczmiennego i chmielu. A z brzuchami to jest faktycznie mit, bo ja od 7 lat piję po dwa piwa dziennie i jeszcze brzuch nie przeszkadza…

  10. Ania z 3b pisze:

    Miałam okazję picia wódki z aluminiowych kieliszków.
    Surowe aluminium zmienia smak alkoholu. Na obrzydliwy!!!
    Stąd mój wniosek.
    Niektóre puszki mają uszkodzoną wewnętrzną powierzchnię lakieru, lub nie mają jej wcale.

  11. Obawiam się że jednak piwa SĄ wzmacniane spirytusem, bo z fermentacji drożdżowej można otrzymać najwyżej 7% alkocholu (http://pl.wikipedia.org/wiki/Dro%C5%BCd%C5%BCe_piwowarskie) przy większym stężeniu drożdże giną.
    A w Polsce mamy wiele piw o zaw. alkoholu >7%

    Co do chrzczenia piwa. No cóż z własnego doświadczenia wiem że to zjawisko występuje. I jestem tego pewien bo jak wytłumaczyć fakt że w jednym barze czuję że coś wypiłem po 3 piwach a w drugim po sześciu, (wielokrotnie przetestowane) pomijam fakt że kolor i smak piwa w tym “chrzczonym” barze jest nie podobny do piwa tylko do wody lekko zabarwionej na żółto…
    To naprawdę nie jest mit.

    A jak to się robi??? Bardzo prosto wbijamy igłę od zastrzyków w rurkę którą idzie piwo, do igły podłączamy rurkę włożoną do jakiegoś naczynia z wodą. Pod wpływem przepływu piwa woda sama jest zasysana. :)

    • kopyr pisze:

      Co do wzmacniania piwa spirytusem – to rozumiem, że przepisy podatkowe nie przekonują cię? Zauważ, że drinki alkoholowe Bacardii Breezer, Sobieski Impress, itp. mają na kapslu banderolę, mimo, że zawierają zaledwie 4-5% alkoholu. Po drugie nieprawdą jest, że drożdże giną >7%. Są co prawda drożdże lepiej i gorzej tolerujące alkohol. Ale jeśli drożdże giną przy 7%, to w jaki sposób fermentowane są wina, które mają 16% alkoholu i nie są wcale wzmacniane spirytusem (bo np. porto jest wzmacniane, ale wina z RPA czy szerzej Nowego Świata nie są, a 16% nie jest rzadkością)? Miody pitne są nawet jeszcze mocniejsze. Drożdże piwne od winnych różnią się głównie… nazwą ;) To nasza ludzka systematyka, która dla drożdży nie ma większego znaczenia. Zresztą są pewne piwa, które są np. refermentowane w but. szczepami drożdży winnych. Aczkolwiek naszych mocnych to nie dotyczy. Dodam jeszcze, że nie jest żadnym problemem uzyskanie nawet 9% alkoholu w piwie domowym. Wystarczy odpowiednio wysoki ekstrakt początkowy (>20°blg). Oczywiście do takiej roboty trzeba użyć większej i w dobrej kondycji drożdży, bo przy tak wysokim stężeniu cukru może im to iść opornie. Dodam jednak, że sam uwarzyłem porter o zawartości alkoholu ~9% (ekstrakt początkowy 22˜°blg).

      Co do chrzczenia piwa i różnic między piwem tej samej marki w różnych lokalach, to już napisałem z czego one wynikają. Zrób sobie porównanie kup dajmy na to Żywca, czy Tyskie w but. a potem wybierz się do jakiejś sieci dyskontów typu Biedronka czy inny Lidl. Kup najtańsze piwo puszkowe jakie znajdziesz. Wlej oba do szklanek, porównaj barwę, smak, jeżeli lubisz się katować zrób test po ilu piwach X zaszumi w głowie, a po ilu Y. Choć to ostatnie akurat jest najmniej miarodajne. Bardzo dużo bowiem zależy od tego co danego dnia jadłeś, jaki był dzień (męczący, czy luźny) i przede wszystkim w jakim tempie pijesz.
      Teraz co do metody ze ze strzykawką, to niestety nie jest ona realna, bo piwo do kranu wędruje pod ciśnieniem. Gdybyś wbił w wężyk igłę, to gwarantuję, że od razu ona by wyskoczyła, a Ty zostałbyś ochlapany tryskającym bardzo intensywnie piwem. Żeby była jasność ja nie twierdzę, że się nie da. Dać się da (ale na pewno nie sposobem na strzykawkę), ale są prostsze sposoby. Po pierwsze podmiana beczki na tańszą. Po drugie najbardziej ordynarny sposób, czyli 2-4cm wody na dnie szklanki. Barman obejmuje szklankę przy denku i zasłania dłonią wodę, do której dolewa piwo. W jakimś artykule o barmanach czytałem, że tacy barmani są bardzo cenieni przez klientów, bo u nich najkrócej się czeka na piwo. :D

      PS: co do wikipedii, to chyba słabo doczytałeś, bo ja pod podanym linikiem widzę taki fragment: “Zawartość alkoholu do 7% drożdże znoszą bez problemu. W przypadku wyższego stężenia alkoholu następuje: zahamowanie przyrostu masy komórek drożdży, obniżenie żywotności komórek, zahamowanie fermentacji.”. Co wcale nie oznacza, że drożdże giną. Po prostu takie warunki znoszą z trudem. To tak jak z ludźmi, optymalne jest 18-25°C, ale przy odpowiednim przygotowaniu człowiek zniesie i -40°C i +40°C.

      • tues pisze:

        Co do porównania Żywca i lidlowego Argusa (1,39 zł za puszkę w promocji – może nie najtańsze, ale jedno z najtańszych): miałem okazję przeprowadzić taki test. Faktycznie, różnica była spora. Argus miał ładniejszy kolor, lepszy zapach i smak. Żywiec przy Argusie miał kolor co najwyżej jasnego moczu. Tyskie też stało na stole, ale tego już nie miałem ochoty próbować. Co nie zmienia faktu, że nie mam pojęcia, co te napoje piwopodobne mają do piwa – bo o piwie chyba był artykuł?
        Tak czy siak, jeśli ktoś potrzebuje orzeźwiającego napoju na lato to polecam Argusa (tego zwykłego w białej puszce, nie mocnego) – jest dużo tańszy od Żywca (w tej cenie można już kupić prawdziwe piwo) i wydaje mi się, że lepszy.

  12. trux pisze:

    Piwo w Polsce jest chrzczone. Im niższa cena, tym większe prawdopodobieństwo że piwo będzie niskiej jakości. Na zachodzie taki proceder jest nie do pomyślenia.
    Powyższy wpis to jedynie próba zakrzywiania rzeczywistości…

    • kopyr pisze:

      Ja bym powiedział inaczej – piwo w Polsce jest bardzo często bardzo niskiej jakości. Dodatkowo bardzo kuleją standardy postępowania w gastronomii. Chrzczenie nic tu nie ma do rzeczy. Takie piwo po prostu wyjeżdża z browaru.

      Oczywiście są wyjątki. Często bardzo dobre piwa powstają w małych regionalnych browarach (oczywiście im też zdarzają się wpadki i oszustwa). Osobiście polecam Lwówka, czy nowe piwa z Zawiercia. Niestety małe polskie browary w gastronomii nie istnieją.

  13. komprez pisze:

    Fajny artykuł , ale nie zgodzę się rónież z paroma rzeczami.

    1. Chrzczenie piwa – po cholere pracownicy baru czyszczac nalewaki
    mieliby sami siebie karac za “modyfikacje” instalacji CO i kega ?
    Znam i wiem ze takie instalacje sa robione i modyfikowane :)
    Kiedys zauważylem ciekawe zjawisko, z kazda pozniejsza godzina
    do piwa dolewano wiecej wody ;) sami wiecie skad ten pomysl ;)

    2. Puszka ? Butelka ? – szklo … w sumie jedyny element ktory nie reaguje
    chemicznie na zadna substancje. Aluminium ? .. no tutaj w polaczeniu z
    alkoholem zaczyna sie utleniac .. choc puszka zamknieta – piwo(alkohol) nie powinno oddzialywac na aluminium to im mocniejsze piwo – tym
    bardziej “zle smakuje z puszki” btw. wczoraj piłem Okocimia Mocnego
    z puszki własnie i smakował .. przeraźliwie…..

    3. Żółć = Chmiel – … dlaczego ostatnio była z tego afera skoro to mit ?

    Dla zainteresowanych :

    http://finanse.wp.pl/kat,104128,title,Wiesz-co-pijesz-Tak-ci-sie-tylko-wydaje,wid,12713656,wiadomosc.html?ticaid=1afbb

    • kopyr pisze:

      Ad 1. Rozumiem, że “znam i wiem” jest równoznaczne z “widziałem na własne oczy i rozumiem na jakiej zasadzie to działa”. Powiem tylko tyle, mam instalację do wyszynku w domu i to wcale nie jest takie proste, żeby ją tak skonfigurować, żeby nie było problemów z nadmiernym pienieiem się piwa itd. Dodanie do tego wody z osobnego wężyka dodatkowo całą sprawę komplikuje.
      Dolewanie coraz większej ilości wody do piwa jest możliwe przede wszystkim poprzez nalewanie piwa do szklanki z coraz większą ilością wody.
      Ad. 2. O lakierze czytałeś? Okocim Mocne jest po prostu kiepskim piwem.
      Ad. 3. Dlatego, że Fakt nie jest rzetelną gazetą. Do kontroli, IJHARS przyczepiła się do błędów na etykietach, zaniżania i zawyżania zawartości alkoholu itp. (zresztą słusznie się przyczepiła). Nic nie było o żółci. Natomiast pismak z Faktu dołożył do tego miejską legendę, wymyślił sobie anonimowego “technologa z południa kraju” i napisał takie bzdury. Tutaj możesz sobie przeczytać czego dotyczyły nadużycia wykryte przez Inspekcję.

  14. Jeśli chodzi o dolewanie do piwa wody w pubach, to jesteś w błędzie. Jestem w temacie, bo moi rodzice prowadzili lokal i wiem, że to jest możliwe i praktykowane.

    • kopyr pisze:

      Gratuluję rodzicom przedsiębiorczości. ;)

      Napisz jeszcze proszę jak dokładnie wygląda metoda, czy rozcieńczają piwo na zapleczu przed podłączeniem do instalacji, czy w trakcie wyszynku?
      No i jakby znowu prowadzili lokal to napisz, który omijać. :D

  15. Niestety, ale to prawda.
    Nawet w podrecznikach o produkcji piwa przewiduje się taką możliwość. Ma to podłoże ekonomiczne. Dodanie spirytusu znacznie skraca proces fermentacji.
    Tak na marginesie: najmocniejsze “piwo” (http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80587,8199550,Holenderski_piwowar_wyprodukowal_najmocniejsze_piwo.html) ma 60% alkoholu a najmocniejsze drożdze giną przy 16%.
    Tak więc “specjalisto” warto poczytać o temacie zanim napisze się bzdury.

    • kopyr pisze:

      Rozumiem, że o czymś takim jak Eisbock nie słyszałeś. :D

      Takie piwo 60% do którego dolano by spirytus, to każdy, za przeproszeniem, debil potrafi zrobić. Bierzesz np. 0,33L piwa 8%, dodajesz 0,67L spirytusu 95% i voila masz 1 litr “piwa” o zawartości alkoholu 66%. A jak weźmiesz 50 ml piwa i 950 ml spirytusu to osiągniesz nawet 90%. Tylko w żadnym z tych przypadków nie będziesz maił piwa, tylko nalewkę. Wrzuć sobie w wyszukiwarkę hasło pt. “porterówka”. Nikt o zdrowych zmysłach nie określa tego jako piwo, tylko nalewkę lub wódkę. Podobnie nie można przedestylować piwa, aby uzyskać wyższą zawartość alkoholu, bo to również nie będzie piwo, tylko destylat piwny. Nie dalej jak w środę widziałem taki w Novomestskym Pivovarze w Pradze.

      Jak więc wspomniany Holender uzyskał te 60%? Tu wracamy do wspomnianego Eisbocka. Jest to styl, w którym zamraża się piwo. Ponieważ woda zamarza w temp. 0°C, a alkohol etylowy nie, więc w temp. poniżej 0°C otrzymamy mieszaninę niejednorodną. Z tej mieszaniny możemy oddzielić lód, a poprzez zmniejszenie ilości wody w roztworze zatężymy go. Jeżeli proces ten przeprowadzimy kilka razy, to uda nam się uzyskać te 60%. Kłopot w tym, że jest to bardzo ekstensywna metoda, bardzo dużo piwa stracimy podczas oddzielania. Dlatego te piwa są tak horrendalnie drogie. Na dodówd tego poczytaj sobie, jak wyprodukowano piwo “Sink the Bismarck” 41% ABV. Dla ułatwienia przetłumaczę, że uwarzono bardzo mocne IPA, które 4-krotnie wymrażano.

      PS: tak, pomimo, że jestem samoukiem w temacie piwa, uważam się za specjalistę. Także musiałbyś, jeszcze bardzo, bardzo dużo poczytać o piwie, żeby mnie zagiąć. ;)

  16. pawel.ccc pisze:

    Dolewanie alkoholu do piwa widziałem na własne oczy, ale to było ćwierć wieku temu, kiedy byłem na praktyce w Browarze Warszawskim. Do piwa “Jasne pełne” z żółtą nalepka (tzw. żółty sfinks”) akcyźnik dolewał określoną ilość spirytusu do kadzi fermentacyjnej aby “poprawić” zawartość alkoholu do 4,5-5% . To jest fakt stwierdzony naocznie i nie sądzę, aby tylko browar Warszawski i tylko w latach siedemdziesiątych takie praktyki uskuteczniał. Tak, że niestety ale w tym micie jest sporo prawdy. Poza tym proponuję zastanowić sie, w jaki sposób z brzeczki podstawowej 10% uzyskuje się gotowe piwo o zawartości alkoholu 5% skoro wydajność fermentacji wynosi ok 1/3 w przeliczeniu na alkohol a połowa ekstraktu “idzie w bąbelki ” . Gdzie jest miejsce na tzw. ekstrakt rzeczywisty pozostały po fermentacji ? 5% alkoholu w piwie odpowiada 15% ekstraktu brzeczki podstawowej. Jak się nie ma ekstraktu w brzeczce to sie szprycuje piwo spirytusem.

    • kopyr pisze:

      Wyprzedziłeś mnie dosłownie o kilkanaście godzin. :D Od wczoraj piszę nowy wpis pt. “kopyr-pogromca mitów część 2.”, gdzie zajmuję się właśnie genezą poszczególnych mitów. Także zdecydowanie zgadzam się z tym co napisałeś w latach siedemdziesiątych-osiemdziesiątych dodawano spirytus do piwa, ale… dziś się tego nie robi.

      Co do zależności ekstrakt alkohol, to miałbyś rację, gdyby w Polsce obowiązywał Reinheitsgebot i używano by tylko surowców słodowanych. Tak jednak nie jest, używa się surowców zastępczych (syropy skrobiowe, grys kukurydziany, cukier), a dodatkowo enzymów. To pozwala znacznie zwiększyć odfermentowanie. Nie zgadzam się jednak co do liczb – z 15-tki spokojnie 7% alkoholu wyciągniesz bez żadnych cudów. Natomiast faktem jest, że 6,2% z 12° Plato bez praktyk, o których napisałem wyżej nie jest możliwe.

      • pawel.ccc pisze:

        Podział piw w Polsce:

        * Piwa bezalkoholowe mają do 0,5% alkoholu
        * Piwa lekkie posiadają do 10% zawartości ekstraktu oraz do 4,5% obj. / 3,375% wag. alkoholu
        * Piwa pełne zawierają od 10% do 13% brzeczki słodowej przy maksymalnie 6,2% obj. / 4,65% wag. alkoholu. Warzone są wyłącznie ze słodu jęczmiennego[42].
        * Piwa mocne posiadają stężenie brzeczki ponad 13% zawartości ekstraktu i ponad 6,2% obj. alkoholu

        http://www.ar.krakow.pl/tz/ktfimt/dydaktyka/PPNA_pliki/03_piwo_teoria.pdf
        Przy klasycznej produkcji piwo zawiera alkohol w ilości ok. 1/3 zawartości ekstraktu brzeczki
        podstawowej (np. z brzeczki o ekstrakcie podstawowym 12% — otrzymamy piwo zawierające 4% obj.
        alkoholu). Odnosi się to do piw produkowanych tylko ze słodu. Jeśli występują jakieś różnice w zawartości alkoholu oznacza to, że dodano np. cukru, enzymów (głębsza hydroliza skrobi), albo że produkcję prowadzono metodą inną niż klasyczną.

        Nigdzie nie ma 50 procentowej wydajności bo nic nie zostanie na ekstrakt rzeczywisty .
        C6H12O6 → 2C2H5OH + 2CO2 mimo wszelkich zabiegów, nie bardzo da się wycisnąć z tej reakcji wydajności większej niż 50% alkoholu nawet przy założeniu, że reakcja będzie stechiometryczna i całkowita ale.. może gdzieś jest błąd w rozumowaniu ? Tylko w którym miejscu ?
        I jeszcze jedno – żaden z producentów nie pisze na opakowaniu, że do fermentacji dodaje cukier, landrynki, ryż czy kukurydzę więc albo łamią prawa chemii albo oszukują klientów.

      • kopyr pisze:

        A przypadkiem błąd w Twoich wyliczeniach nie leży w sposobie oznaczania alkoholu w piwie wg objętości? Tymczasem zawartość ekstraktu podaje się wagowo.

        Czeskie browary podają w składzie cukier, polskie omijają tę niechlubną kwestię ograniczając się jedynie do podania składnika alergizującego, słynne “zawiera słód jęczmienny”.

        PS: podane przez Ciebie źródło jest mocno podstawowe. ;)

  17. pawel.ccc pisze:

    Jeszcze kilka uwag na temat beczka-puszka-butelka. Piwo przeznaczone do linii puszkowania jest celowo pozbawiane pewnej ilości dwutlenku węgla aby zmniejszyć ciśnienie w puszkach. Chodzi o to, aby cienkie, aluminiowe puszki nie pękały ani nie “rozdymały się” jak balony. Generalnie, najbardziej “nagazowane” jest piwo do beczek, nieco mniej do butelek a najsłabiej pieni się piwo puszkowe. Dlatego, jeżeli ktoś lubi piwo z obfitą pianką to najlepiej prosto z beczki, w ostateczności z butelki. Piwo puszkowe pieni się kiepsko bo tak musi być.
    P.S. najlepsze jest piwo z pompy przelewającej piwo z tanku w leżakowni do filtrów i dalej do rozlewni. Zakłada się rurkę na odpowietrznik, podstawia pięciolitrową puszkę i odkręca odpowietrznik w czasie jak pompa pracuje. Piwo “nie jest zmęczone technologią”, ma temperaturę, “bąbelki” i smak, jaki nie jest dostępny dla przeciętnego konsumenta. To trzeba przeżyć aby zrozumieć :) .

  18. gruby_franek pisze:

    E-300 jest kwasem askorbinowym syntetycznym, więc NIE JEST WITAMINĄ! to co rzeczywiście uszkadza, czy powoduje otyłość czy nie, oraz w przypadku innych “zarzutów” – trzeba by posiadać dosyć spore (czytaj: drogie!) laboratorium i przeprowadzić szereg badań na reprezentatywnej grupie w określonym czasie, opublikować etc…
    Generalnie temu specyfikowi, przy założeniu pewnych danych: dawek, częstotliwości, i innych przypisuje się nieśmiało działania kancerogenne, zarzuca się uszkadzanie komórek serca, mózgu, wątroby…
    No tak, po części słusznie można stwierdzić iż należy to do urban legends, z drugiej jednak strony patrząc na fundusze pozostające w gestii przemysłu spożywczego i farmaceutycznego, które to gałęzie finansują wiele badań nie jesteśmy w stanie stanąć do wyrównanej walki. Reasumując: spożywanie E-300 rzadko i w niewielkich ilościach nie powinno powodować trwałych uszkodzeń tkanki organów wewnętrznych człowieka.

    • pawel.ccc pisze:

      http://www.poch.com.pl/1/wysw/utworz_pdf.php?nr_karty=631 nie przesadzajmy z toksycznością kwasu askorbinowego, w linku powyżej masz kartę charakterystyki, z której wynika, że dawka śmiertelna wynosi 11900 mg/kg masy ciała czyli jakieś 0,7 kg kwasu askorbinowego zjedzone jednorazowo przez dorosłego faceta o wadze 60 kg może być toksyczne. Tylko kto jest w stanie wypić tyle piwa na raz, aby mu E=300 zaszkodził ?

  19. Od piwa rośnie brzuch pisze:

    Od piwa rośnie brzuch zwłaszcza jak połączysz typowe okoliczności:
    *pijesz piwo regularnie wieczorem
    *nie jesteś aktywny fizycznie
    *zagryzasz piwo śmieciowym żarciem (chipsy,chrupki,paluszki,frytki itp.) zwłaszcza wieczorem
    *jesteś facetem i masz więcej niż 30 lat

    • kopyr pisze:

      Nie zrozumiałeś kompletnie. Brzuch nie jest od piwa, tylko na piwo. U prawdziwego piwosza brzuch to jest jak przystosowanie ewolucyjne. Żeby mógł wypić więcej piwa, musi mieć większy brzuch. Przecież to logiczne. ;)

  20. Maciek pisze:

    Piłem bardzo wiele różnych gatunków piwa i zgodze się że okocim jest kiepskim piwem,natomiast ostatnio smakuje mi tylko lech wkurza mnie jego cena 3.30 ale jest najlepszy,te lwóweckie niepasteryzowane też znam ale nie przepadam ostatnio też mi smakował kasztelan,co sądzicie o lechu

  21. Maciek pisze:

    Nie lech jest świetny,tyskie gorsze,wojak już dno i ambra też zrobiłem dzisiaj teścik.

  22. Carlos pisze:

    No powiedzmy że w 80 % sie zgadzam, ale powiem jeszcze ze najlepiej zmakuje w knajpie z kija i w czystym wyparzonym szkle, butelka w domu tez całkiem znośna, ale puszka jest naprawde średnia i teraz nie wiem czy to siła sugestii czy naprawde mam tak dziwne kubki smakowe.

  23. Domino pisze:

    ostatnia teza to….brednia .Tak piwo rozpycha brzuch przez nasycenie CO2 ,rozciaga rzoladek

    • kopyr pisze:

      Jeśli już to żołądek. Po drugie piwo jest o wiele mniej nasycone niż woda mineralna gazowana. Nie słyszałem, żeby ktoś obwiniał wodę mineralną o to, że powoduje wielki brzuch. Ponadto ostatnia teza jest z przymrużeniem oka, no ale to niestety trzeba mieć trochę poczucia humoru.

  24. Jakub pisze:

    jak mozesz byc wiceprezesem PSPD i nie wiedziec, ze do piwa w barze stosuje sie butle z dwutlenkiem wegla, gdyz piwo w kegu nie jest gazowane?

    • kopyr pisze:

      Dwutlenek węgla służy do wypychania piwa z beczki. Piwo w beczce jest już nasycone CO2.
      Nie jest tak prosto nasycić piwo CO2, powie Ci to każdy piwowar domowy, który stosuje kegi. Jeżeli wlejesz do beczki nienasycone piwo, to zabierze ok. tygodnia w temp. pokojowej zanim nasyci się ono do wystarczającego poziomu. Można ten proces przyspieszyć mocno schładzając piwo do 0°C, ale i tak zabierze to kilka(naście) godzin. A przecież piwo w pubie leci zaraz po podłączeniu beczki.

      Co zaś do tego, jak mogę być wiceprezesem PSPD – to po prostu zostałem wybrany do Zarządu przez członków założycieli PSPD.

  25. Jakub pisze:

    zwracam honor w takim razie. wlasciciel klubu, w ktorym kiedys grywalem wprowadzil mnie w spory blad. dzieki za cenne informacje ;) pozdrawiam i przepraszam za ton wypowiedzi ;)

  26. ochach pisze:

    bardzo dobry art, widac ze wiesz co nieco o tym piwie ;) tylko nie wiem czemu niektorzy na sile chca udowodnic miejskie legendy i czemu od razu tak sie bulwersuja w stylu “kwas askorbinowy to NIE witamina C”. wchodze na wiki i jak wol jest napisane, ze to witamina C :)
    “jak mozesz mowic, ze od piwa brzuch nie rosnie” etc calm the fuck down :D trzasnijcie browara na rozluznienie ;)

    ode mnie masz good job xD czekam na kolejna odslone

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 28 other followers