Browar Widawa w Chrząstawie Małej
1 Maj 2012 Dodaj komentarz
Kiedy pierwszy raz przeczytałem o Browarze Widawa, byłem nieco zaskoczony, bo w końcu okolice Wrocławia, to moje sąsiedztwo, a nic wcześniej na ten temat nie słyszałem. Kiedy poznałem już konkretny adres i szczegóły dotyczące sprzętu, który miał być tam zamontowany, byłem zdumiony. Kto na wsi liczącej poniżej 1000 mieszkańców montuje sprzęt od Kaspara Schulza, który ma ofertę z górnej półki cenowej, do tego o wybiciu 10hl? Tej wielkości warzelnie są zamontowane np. w gdańskiej Brovarnii, gliwickim Majerze czy koszalińskim Kowalu. Tymczasem w Kaliszu czy Szczecinie – funkcjonują browary o wybiciu 2,5hl, a więc 4 razy mniejsze niż ten w Chrząstawie. Przyjrzyjmy się zresztą samej miejscowości. Różnie licząc, można przyjąć, że od Wrocławia dzieli ją od kilku (do granic miasta) do kilkunastu (do centrum) kilometrów. Bynajmniej nie jest to przy trasie przelotowej. Jadąc do browaru pilnie lustrowałem okolicę – rzeczywiście widać, że większość stanowią nowe domy wybudowane przez uciekających od miejskiego zgiełku Wrocławiaków. To dobrze wróży browarowi, ale czy po powrocie do domu z pracy we Wrocławiu będą jeszcze mieli chęć, aby wybrać się do Gospody pod Czarnym Kurem?


W ubiegłym tygodniu otrzymałem przesyłkę od Michała Saksa z Brovarnii, a w niej butelka z nowej warki Dymionego, do tego dedykowany ceramiczny kufel oraz butelka bez etykiety. Od razu uchylę rąbka tajemnicy, że w nieoznakowanej butelce znajdowało się piwo w styluAmerican India Pale Ale. Kolejny więc raz muszę już na wstępie wyrazić uznanie dla decydentów gdańskiego browaru za odwagę i zaufanie dla piwowara. Mamy bowiem powtórkę rauchbiera i premierę AIPA. Oba te style są bardzo wyraziste i w potocznej opinii uchodzą za propozycje dla zaawansowanych piwoszy. Z kolei decydenci z polskich browarów restauracyjnych przekonani są, że polski konsument łaknie piwa słodkiego i łagodnego, a nie żadnych wynalazków. Efektem tego jest zestaw obowiązkowy: jasne (bo pilsem tego nazwać nie można), ciemne i pszeniczne. Do tego dochodzi zwykle piwo rotacyjne/sezonowe, również z krótkiej ławki: miodowe, marcowe, koźlak. Wszystko spoza tego schematu, to w polskich warunkach wydarzenie na miarę otwarcia nowego browaru. Zatem nie zdziwi nikogo fakt, że zawartość przesyłki wzbudziła szybsze bicie mojego serca.
Cztery lata temu Browar Ciechan wypuścił limitowaną edycję swojego porteru w butelkach kamionkowych z porcelanką. Tamten porter leżakował ponad 2 lata. Miałem okazję go
Ilość wprowadzonych na rynek nowości z browaru kontraktowego PINTA jest doprawdy imponująca. Właśnie pojawiły się pozycje 10. i 11. na liście. Są to Ale Szycha, czyli polskie ale, oraz Wesołych Świąt czyli stout owsiany (oatmeal stout). Wiele razy wypowiadałem się krytycznie o etykietach i nazwach piw z tego browaru. Tym razem nie będzie inaczej. Zacznijmy od piwa Wesołych Świąt – przecież ta nazwa jest bez sensu. Po pierwsze sugeruje, że jest to piwo świąteczne, więc można by oczekiwać czegoś w stylu christmas ale. Piwa z dodatkiem korzennych przypraw, smakującego jak piernik w płynie. Po drugie, kiedy powstanie druga warka tego piwa, dopiero za rok, a może na święta wielkanocne, a co potem? Jakie święta pozostaną do zagospodarowania? Długi majowy weekend, Wszystkich Świętych, Dzień Niepodległości? Obecnie w branży spożywczej obserwuje się odchodzenie, od produktów w szacie świątecznej. Powszechne jest stosowanie dodatkowych nakładek na bombonierki, które po świętach się ściąga i mamy produkt regularny, ewentualnie zamiast Mikołaja z reniferami dodaje się akcenty zimowe. Dlaczego? Po prostu w dzień po Nowym Roku gwałtownie spada sprzedaż wszystkich tych Mikołajów, reniferów i choinek. Często nawet sprzedaż za pół ceny idzie jak po grudzie. Najsensowniejszym momentem na przecenę są ostatnie dni przed Wigilią. Tymczasem Wesołych Świąt ma szatę stricte świąteczną i obawiam się, że przeciętny konsument będzie je odbierał w styczniu lub lutym jako produkt przeterminowany, posezonowy, który nie sprzedał się w zakładanym terminie. Z Ale Szychą jest podobnie, nie dość że nazwa taka sobie, to jeszcze wprowadza klienta w błąd. Żeby jednak wyjaśnić dlaczego, trzeba przejść do wrażeń z degustacji, a zatem do dzieła.
Kiedy podczas ogłaszania wyników konkurs Festiwalu Birofilia usłyszałem werdykt sędziów zagranicznych, którzy Grand Championem wybrali kölscha uwarzonego przez Jana Szałę, omal nie złapałem się za głowę. To był szok. Chyba tylko Scotish Ale 70/- by mnie bardziej zaskoczyło. Pewniakiem do tego tytułu był dla mnie Russian Imperial Stout. Tymczasem wygrało piwo w stylu delikatnym, mało charakterystycznym, właściwie nieco bezpłciowym. Dodatkowo rodziło to wiele problemów, od nazwy poczynając, a na trudności w zamaskowaniu nut żelazistych, z którymi borykał się browar w Cieszynie kończąc. Żartowałem nawet, że to piwo będzie w nowym stylu – Iron Kölsch. Wróćmy jeszcze do problemów z nazwą. Kölsch jest nazwą zastrzeżoną tylko dla browarów z Kolonii, zresztą znaczy ni mniej ni więcej tylko Kolońskie, czyli piwo pochodzące z Kolonii. Dlatego też piwo zostało nazwane Brackim Grand Championem Birofilia 2011, zamiast Brackim Kölschem. Co to w ogóle za styl? Przez BJCP jest zaliczany do piw hybrydowych, czyli ani to ale, ani lager. W skrócie rzecz biorąc jest to piwo fermentowane szczepem drożdży górnej fermentacji, choć w dolnym zakresie temperatur dla tych drożdży (16-18°C), co sprawia, że nut typowych dla górnej fermentacji w stylu brytyjskim czy belgijskim, tam właściwie nie ma. Dodatkowo cicha fermentacja jest przeprowadzana w temp. bliskich 0°C, czyli jest to klasyczne lagerowanie. W ten sam sposób prowadzi się też fermentację kuzyna z Dusseldorfu, czyli alta. Różnica jest w zasypie, podczas gdy alt bazuje na słodzie monachijskim, kölsch opiera się na słodzie pilzneńskim – stanowi on nawet 100% zasypu. Chmielony szlachetnymi niemieckimi odmianami chmielu, pod względem goryczki jest młodszym bratem pilsa.

Skomentowali: